SUPLEMENTY – CO MAMY A CZEGO BYŚMY SOBIE ŻYCZYLI

ORAZ CZY BRANIE SUPLEMENTÓW MOŻE OBNIŻYĆ NATURALNĄ ABSORPCJĘ SKŁADNIKÓW ODŻYWCZYCH?

  • CZY MOŻLIWA JEST SYTUACJA KIEDY POBIERANIE ZEWNĘTRZNYCH SKŁADNIKÓW DEMOBILIZUJE ORGANIZM DO POZYSKIWANIA ICH W NATURALNY SPOSÓB I/LUB Z POŻYWIENIA – CO W EFEKCIE POGARSZA SYTUACJĘ KTÓRĄ CHCIELIŚMY POPRAWIĆ ?
  • CZY MOŻEMY PODZIELIĆ SUPLEMENTY NA TE BARDZIEJ EKSPERYMENTALNE I TE KTÓRYCH POZYTYWNE DZIAŁANIE ZOSTAŁO JUŻ UDOWODNIONE ?
  • JAKICH SKŁADNIKÓW SUPLEMENTÓW NALEŻY UNIKAĆ I DLACZEGO?

Dziś mowa będzie o suplementach diety!

Po szybkim wpisie na temat jakości oraz ilości zanieczyszczeń w pożywieniu, logicznym ciągiem przenosimy się w świat kapsułek, tabletek, proszków, napojów które wypełnią lukę powstałą przez nasze niedoskonałe wybory, środowisko i pożywienie jakie spożywamy.

No bo w zasadzie tak sobie to wyobrażamy – niedobór witaminy „z” – kupuje witaminę z w kapsułkach i pyk, problem znikł. Oczywiście co bardziej wścibskie i uparte jednostki mogą mieć podejrzenie że to nie tak, że to tylko efekt mechanizmu. Często się tak zachowujemy jak kierowca który zalewa bak niskiej jakości paliwem kradzionym z poligonu, po czym gdy samochód zaczyna się dławić krztusić i popiardywać wówczas kierowca wysiada z auta i zagląda w rurę wydechową. No może trochę popłynąłem, ale czyż nie ma podobnego schematu w przypadku suplementów. Jemy bzdury, a gumą łatamy dziury. No widzę że mam dziś rymowany flow.

Przejdźmy zatem do podstawowego bla bla, które warto znać aby wiedzieć co tak naprawdę w świetle prawa może się kryć pod hasłem SUPLEMENT DIETY.

CZYM SĄ SUPLEMENTY DIETY?

Suplement diety jest środkiem spożywczym, którego celem jest uzupełnienie normalnej diety, będącym skoncentrowanym źródłem witamin lub składników mineralnych lub innych substancji wykazujących efekt odżywczy lub inny fizjologiczny, pojedynczych lub złożonych, wprowadzanym do obrotu w formie umożliwiającej dawkowanie.

Suplement diety może być wprowadzony w postaci: kapsułek, tabletek, drażetek i w innych podobnych postaciach, saszetek z proszkiem, ampułek z płynem, butelek z kroplomierzem i w innych podobnych postaciach płynów i proszków przeznaczonych do spożywania w małych, odmierzonych ilościach jednostkowych, z wyłączeniem produktów posiadających właściwości produktu leczniczego w rozumieniu przepisów prawa farmaceutycznego (art. 3 ust. 3 pkt 39 ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia).

Maksymalny dopuszczalny poziom zawartości witamin i składników mineralnych oraz innych substancji wykazujących efekt odżywczy lub inny efekt fizjologiczny zapewnia, że zwykłe stosowanie suplementu diety zgodnie z informacją zamieszczoną w oznakowaniu będzie bezpieczne dla zdrowia i życia człowieka. Dalej znajdziemy szczegółowe wymagania dotyczące produktów, informacji na nich zawartych itd. – są to informacje ważne dla producentów suplementów.

Zgodnie z prawem, to żywność,

mimo że ich forma (kapsułka, tabletka) zbliżona jest do leków.

Część suplementów jest sprzedawana w aptekach, jednak nie zmienia to faktu,

że są środkami spożywczymi.


Główny Inspektor Sanitarny otrzymuje coraz więcej zgłoszeń o wprowadzeniu do obrotu suplementów diety.

Dla porównania: w 2008 r. wpłynęło 1115 nowych wniosków, a w 2018 r. – aż 13 845.

W sumie od 2007 r. zarejestrowano ponad 74 tysiące suplementów. Suplementy diety nie są lekami – nie leczą, ani nie zapobiegają chorobom. Jednak kupujemy je na potęgę. W 2015 r. Polacy wydali na nie 3,5 mld złotych, kupując blisko 190 mln opakowań.

CIEKAWOSTKA

Niestety teraz część powiadomień składanych teraz do GIS zawiera niekompletne informacje na temat produktu. Zgodnie z dziś obowiązującymi przepisami firma wprowadzająca produkt na rynek nie ma wyznaczonego czasu, w którym musi uzupełnić braki i bywa, że sanepid czeka… 9 lat na doprecyzowanie jakie substancje czynne zawiera suplement. Nowela ma wprowadzić terminy, w których trzeba uzupełnić braki w zgłoszeniu.

Źródło: https://www.prawo.pl/zdrowie/suplementy-diety-planowana-zmiana-przepisow,367120.html

Straszne to dosyć…ale idźmy dalej.

O tym, że rynek suplementów diety nie jest dobrze uregulowany wskazywała Najwyższa Izba Kontroli. W 2017 r. kontrola wykazała, że niektóre produkty zawierały bakterie kałowe, stymulanty podobne strukturalnie do amfetaminy, niewykazane w składzie szczepy drobnoustrojów. Izba podkreślała, że obecność tych substancji stwarzała poważne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia konsumentów.

NIK zwracała uwagę na to, że obecne prawo pozwala na to, aby każdy mógł wprowadzić na rynek suplement, deklarując jedynie jego skład.

„Teoretycznie istnieją szanse, że produkt, który trafia na rynek, zostanie zbadany, jednak w praktyce skala rynku przekracza aktualne możliwości kontrolne Inspekcji Sanitarnej. (…) W licznych przypadkach sprzedawane suplementy diety nie są badane. Ochrona konsumentów staje się wówczas fikcją” – podkreślała NIK.(2017rok)

Jeśli organy państwowe działały jeszcze 5 lat temu w zakresie kontroli suplementów w taki sposób  – co oznacza w wielkim skrócie totalną samowolkę połączoną z zabawą w ciuciubabkę z organami kontroli to czego możemy się spodziewać po producentach w taki sposób nadzorowanych?

Czy możemy się spodziewać że pomimo takiej swobody w działaniu producentów suplementów choć część z nich postawiła na rzetelne laboratoria, niezanieczyszczony i kontrolowany proces produkcji oraz dobieranie właściwych, nawet nie koniecznie najlepszych składników?

Zatem pytanie o tak wnikliwą analizę jak zbadanie wpływu suplementów na naturalną absorpcję składników odżywczych w świetle tego wszystkiego, jest jak pytanie kto chce herbaty w środku frontu podczas drugiej wojny światowej.

Państwo o nas nie dba w tej kwestii.

Nie ma tu żadnych ograniczeń, a nowe wytyczne wydają się tylko szermierką pomiędzy ustawodawcami i producentami o to kto szybciej przesunie wajchę produkcji lub wprowadzi nowy „zdrowszy” produkt na rynek.

Częściej i szerzej dostępny suplement to nie suplement który jest bezpieczny czy lepiej skontrolowany. To tylko skalowalny produkt spożywczy, nie panaceum.

W świetle tego czego się dowiedziałem na temat suplementów, i co Wam przekazuję moja wstępna teza wydaje się być utopijną wersją świata, gdzie jest jednak jakaś część rzeczywistości która bada stan rzeczy i ich działanie. Na pewno gdzieś istnieją źródła obiektywne które dostarczyły by nam pewnych ważnych informacji w tym zakresie ale ich istnienie nie przynosi takiego strumienia pieniędzy jak sprzedaż suplementów.

Biorąc to pod uwagę mimo to możemy wysnuć całkiem logiczne i ważne wnioski.

Po pierwsze – rynek suplementów jest tak ogromną i nadal słabo kontrolowaną branżą w naszym kraju że głównego wsparcia naszego zdrowia i dyspozycji psychofizycznej szukajmy lepiej w tym co codziennie zjadamy, lub też czego jemy mało z takiej czy innej przyczyny. Kiedy postaramy się racjonalnie wypełnić te luki, wówczas można się pokusić o wsparcie suplementami.

Po drugie – opierajmy wybór suplementów na produktach sprawdzonych przez lata zarówno przez konsumentów jak i dietetyków oraz może czasami w wyjątkowych przypadkach lekarzy.

Po trzecie – nie uzależniajmy się od tabletek, kapsułek itd. Jeżeli już bardzo musimy to stosujmy suplementy krótkofalowo. Jeśli mieliśmy wrażenie że nam służą wówczas po miesiącu przerwy wróćmy do sprawdzonych suplementów diety. Nawet suplementy które nam służą mogą nieść ze sobą część niepożądaną na którą początkowo nie zwrócimy uwagi szczęśliwi że dany środek przyniósł nam rozwiązanie danego problemu lub w dostatecznym stopniu pozytywnie na niego wpłynął.

Umiar i powściągliwość przynoszą więcej dobrego niż wszyscy lekarze leki i suplementy razem wzięte. Tak jak trucizna w małych ilościach potrafi leczyć, tak zbyt wiele dobrego może prowadzić do choroby.

Po czwarte – istnieje wiele badań które wykazują szkodliwe działanie suplementów, w wyniku czego zwiększał się istotnie odsetek zachorowalności na raka lub zwiększało się prawdopodobieństwo przedwczesnej … śmierci.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat odsyłam np. do tych filmów:

To oczywiście otwiera pewną kwestie która jest fantastyczną furtką dla producentów i w zasadzie trzeba przyznać że ma to logiczne uzasadnienie. Badania były oparte na suplementach które uzyskiwane były w określony sposób, produkował je konkretny producent i mogły być obarczone czynnikiem który nie był brany pod uwagę a silnie wpływał na efekty stosowania. No i nie zapominajmy że jednak część technologii przyczynia się dla dobra ludzkości zatem i część suplementów z przeszłości zupełnie nie przystaje do nowych warunków technologicznych produkcji i czystości preparatów.

Po piąte, warto spojrzeć na nasz organizm tak jak faktycznie funkcjonuje. Nie jestem lekarzem ale jak każdy świadomy człowiek wiem że organizm ludzki to niesamowicie złożony mechanizm na wielu płaszczyznach. Więc nie jest tak że jeśli jemy mniej warzyw, a owoców na przykład wcale od 2 tygodni to przez pewien niedobór witaminy c padamy od razu na przeziębienie, grypę itp. wirusy. W pewien sposób nasz organizm kompensuje niedobory i bardzo często ta kompensacja jest zdrowa dla naszego organizmu i nie koniecznie przypomina zarządzanie kryzysowe. Krótkotrwałe głodówki nie powodują przede wszystkim anemii czy zawału tylko oczyszczanie organizmu, jeśli nie cierpimy na poważne schorzenia. Dostajemy informację od producenta ze jeśli mamy jedną nogę za krótką to branie tabletek na tą nogę wyrówna nogi… Niedobory to nie jest stan krytyczny, niebezpieczny. To jest nasz naturalny stan w którym mobilizujemy nasz organizm i jego zdolności adaptacyjne. Oczywiście żyjemy w czasach dobrobytu, największego jak dotąd. Można raczej stwierdzić że potrzebujemy środków na oczyszczanie z toksyn które zawarte są w uprawianych na skalę przemysłową źródłach pożywienia. Kolejne źródło, choć wymieniam na drugim miejscu (z racji kierunku materiału), najsilniejszy truciciel i twórca zanieczyszczeń to media z telewizją na czele która bombarduje nas nad wyraz ważnymi i strasznymi informacjami m. in. o zgonach i zachorowaniach.

Opowieść o szklance trzymanej długo w ręku jako wizualizacji stresu który utrzymuje się dłużej to już przeszłość. Teraz otrzymujemy codziennie wiadra tych informacji stresowych i to jest i musi być najważniejsze…

Tak oto nasze strachy zaczynają mielić i dziesiątkować naszą złożoność mikrobioty jelitowej, obciążają wątrobę kolejnymi toksynami i czynią nas słabszymi i bardziej zagubionymi. Dołóżmy do tego dedlajny, sprawy na wczoraj i ciśnienie pompowane nam w głowy w pracy.

Poświęcenie czasu sobie, potraktowanie siebie dobrze jest coraz częściej traktowane z góry. Niektórzy mówią o cackaniu się ze sobą, słychać też ironię w głosach odnoszących się do własnej wewnętrznej siły intuicji i poszukiwania własnych rozwiązań i pracy nad sobą. Człowiek jest ze sobą cały czas, a nasze ciało jest domem o który powinniśmy dbać aby być szczęśliwym i zdrowym. Co ciekawe, kiedy włożymy wysiłek w ten rozwój samoświadomości bardziej zrozumiałe staje się jak bardzo złożony jest świat i jak różnią się ludzie oraz co nimi kieruje.

Nie ignoruj siebie, nie bierz z doskoku cudownych środków na efekty. Pamiętajmy że równowaga to moment a nie stan ustalony. Poruszamy się wokół pewnego punktu cały czas a nie ustanawiamy go na stałe.

Bardzo Was ciepło pozdrawiam, i trzymam za Nas wszystkich kciuki 🙂

CZY I KIEDY WARTO WYBIERAĆ PRODUKTY PRODUKOWANE W SPOSÓB EKOLOGICZNY?

Nic tak trwale nie wpłynie na jakość tego co robisz i jak wyglądasz jak to co zjadasz. Efekty treningu są dużo wspanialsze kiedy weźmiemy ten jakże istotny fakt pod lupę zamiast go ignorować.

Tak, to w sumie jest najważniejsze i powinno być przed WSZYSTKIM. Wszystkim i kropka.

W pewnym wieku jak to się mówi „coś musi boleć”, i coś na pewno w tym jest, natomiast lepiej jak boli mniej niż więcej, prawda? 😊

U zarania poszukiwań dietetycznych postanowiłem postawić sobie taką tezę, eko czy z marketu?

Kiedy tak i kiedy tak? Czasy są toksyczne a rzeczywistość w kraju to już przerosła oczekiwania pijanych futurologów. Harrari posiwiał jak go pytali o Polskę. No dobra dosyć. U nas ryneczek mały, w Stanach Zjednoczonych jest pewna masa krytyczna która mówi za siebie dlatego warto ich podglądać w niejednej kwestii. I tak z tego podglądania wyłoniło mi się ciekawe zestawienie produktów najbardziej zapapranych chemią z nawozów oraz lista tych odpornych na wchłanianie.

Na początek sprostowanie że to EWG to nie europejska wspólnota gospodarcza czyli początek UE.

ENVIRONMENTAL WORKING GROUP to organizacja założona w USA 1992 roku w Waszyngtonie. Organizacja stawia sobie za cel weryfikowanie i badanie substancji szkodliwych zawartych m. in. w pożywieniu (badają też składniki kosmetyków).

EWG krytykowana była za lobbowanie na korzyść producentów produktów ekologicznych. Wielu krytykowało organizację za to że demonizuje zawartości substancji chemicznych w pożywieniu.

Nie jest to grupa badawcza, co istotne a jedynie organizacja która interpretuje i analizuje raporty sporządzane przez amerykański Departament Rolnictwa. Nieścisłości dotyczą m. in. Tego iż bierze się pod uwagę jedynie fakt skażenia a nie jego stopień. Również należy pamiętać o tym że w końcu to amerykańska gleba/powietrze/otoczenie wpływa na stan badanych substancji

Mimo to jednak jej działalność oraz raporty intensywnie wpływały na opinie i prowokowały do dyskusji na tematy związane z zawartością pestycydów w warzywach i owocach.

EWG istnieje już blisko 30 lat i naokoło jej działalności powstały również 3 filmy dokumentalne.

LISTA Z RAPORTU EWG O NAJBARDZIEJ ZANIECZYSZCZONYCH PESTYCYDAMI WARZYWACH I OWOCACH – BRUDNA DWUNASTKA (w 90% badanych produktów wykazano obecność przynajmniej 2 pestycydów):

Przed przeprowadzaniem badania wszystkie owoce i warzywa były myte lub nawet obierane.

  1. TRUSKAWKI
  2. SZPINAK
  3. WARZYWA KAPUSTNE I JARMUŻ
  4. NEKTARYNKI
  5. JABŁKA
  6. WINOGRONA
  7. WIŚNIE
  8. BRZOSKWINIE
  9. GRUSZKI
  10. PAPRYKA ZWYKŁA I OSTRA
  11. SELER
  12. POMIDORY

Najczęściej wykrywanym pestycydem był DACthal który w 2009 został zakazany w Europie. W wyniku badań nad tym środkiem amerykańska Agencja Ochrony Środowiska wskazała ten środek jako potencjalnie rakotwórczy czynnik dla ludzi.

Dla równowagi EWG podaje również 15 produktów najbardziej odpornych na wchłanianie pestycydów.

  1. AWOKADO
  2. KUKURYDZA
  3. ANANAS
  4. CEBULA
  5. PAPAYA
  6. GROSZEK ZIELONY (MROŻONY)
  7. BAKŁAŻANY
  8. SZPARAGI
  9. BROKUŁY
  10. KAPUSTA
  11. KIWI
  12. KALAFIOR
  13. GRZYBY
  14. MELON MIODOWY
  15. KANTALUPY

Warto dodać że należy pamiętać o kontekście tego badania. Czyli lista ta nie odwzorowuje najzdrowszych produktów, ale te które najmniej wchłaniają sztucznej i szkodliwej chemii.

Kukurydzę która jest 2 miejscu tej listy możecie od razu w ogóle zapomnieć. Dwa razy do roku jakaś sałatka przy święcie i koniec. Jest to produkt najbardziej zmodyfikowany genetycznie. Modyfikacje genetycznie wpłynęły pozytywnie na wielkość zbiorów, ale nasz organizm bardzo źle znosi ten produkt – i wcale nie chodzi o to że czasem w kupie są całe ziarna kukurydzy.

„Chociaż kukurydza nie zawiera glutenu, może być bardzo drażniąca dla wyściółki jelit. To dlatego, że Twoje ciało faktycznie myśli, że białka w kukurydzy to gluten, który może zaburzać układ odpornościowy. Ponadto kukurydza ma wysoki indeks glikemiczny, co oznacza, że łatwo przekształca się w cukier w organizmie, co może powodować reakcję na insulinę i przyczyniać się do stanu zapalnego” – źródło : https://motywatordietetyczny.pl/.

W kukurydzy po zmianach genetycznych występują enzymy które „odstraszają” różne zagrożenia dla tej rośliny – szkodniki, grzyby. Niestety zjadając je możemy na długo upośledzać zachowanie się naszego układu odpornościowego i trawiennego.

Sami sobie odpowiedzcie na pytanie czy popcorn czyli termicznie obrobiona kukurydza z dodatkiem tłuszczy trans i soli jest ok…okej?

W tym momencie jeśli jesz coś, to może kusić żeby to wypluć i się temu przyjżeć…

Gdzie i jak znaleźć złoty środek, jak nie zgłupieć w tym morzu informacji, choć może częściej dezinformacji. Komu ufać w tej kwestii. W końcu każdy będzie bronił swojej racji, swoich interesów. Rolnik w gumofilcach na stylowym bazarku jest wiarygodniejszy, niż jabłka z biedry. Jednak trudno to sprawdzić i zweryfikować. Nie każdego stać żeby kupować tylko ekologiczne jedzenie bo potrafi być o wiele razy droższe od standardowych produktów.

Zaufaj sobie i swojej intuicji. Dołóż do tego wrażenia smakowe – lepszy smak wynika z tego że wzrost roślin jest bardziej naturalny, wolniejszy, a same warzywa i owoce często nie wyglądają jak ze zdjęcia reklamowego.

Czy warto się w to zagłębiać? Czy nie lepiej odpuścić sobie bo i tak gdzieś nas puszczą kantem?

Jakość żywności jest ogromnie istotna, ponieważ wpływa na jakość funkcjonowania naszego organizmu.

Wpływa na nasz wygląd i na to ile mamy energii i sił.

Zbyt duża ilość chemikaliów może silnie zaburzać funkcjonowanie wątroby, niszczyć mikrobiotę jelitową a w efekcie prowadzić do wielu złożonych i poważnych problemów zdrowotnych.

Zatem uważam że warto szukać wiarygodnych źródeł pożywienia i posługując się rozsądkiem i intuicją ułożyć sobie proporcje co z biedry a co jednak od rolnika na bazarze.

Ile tego H2O?

Nawodniony organizm wygląda lepiej i zdrowiej, funkcjonuje efektywnie, oczyszcza się skutecznie oraz dba o właściwą elastyczność poszczególnych tkanek. Elastyczność daje naw wytrzymałość na kontuzje. Woda stanowi 60% naszego ciała, i jest niezbędna dla prawidłowych przemian i procesów metabolicznych.  Dorosły, zdrowy człowiek potrzebuje około 3-4 litrów wody dziennie. Jest to oczywiście średnia statystyczna, a jak wiemy „kiedy jedną nogą stoimy w ognisku a drugą w lodowatej wodzie” to statystycznie jest nam w sam raz”. Znaczy to że odchylenia od tej ilości  są wręcz regułą i należy odnosić się do osobniczych zachowań dietetyczno – lifestajlowych przy uwzględnieniu złotej zasady że żadna drastyczna zmiana nie jest dobra, efekty natomiast przynoszą małe kroki na całe życie. Oprócz danych ogólnych – uśrednionych, i odniesień do powyżej nadmienionych czynników, należy wziąć pod uwagę dodatkowy czynnik jakim jest usystematyzowany (lub nie…J) wysiłek fizyczny. Im ciało mniej przywykłe do intensywniejszego ruchu tym większym zaskoczeniem dla niego będzie trening. Można też zakładać że potliwość się zwiększy, a razem z potem ucieka z nas woda, sód, potas, wapń i magnez. Czyli rozpoczynając przygodę treningową należy pamiętać o tym że trening to dla ciała nowa sytuacja, i należy je nawodnić nieco bardziej przed wysiłkiem, trochę w trakcie, oraz po ćwiczeniach – a  oprócz kilku godzin po treningu, również następnego dnia – aby uniknąć niekontrolowanych skurczy mięśni, oraz by przyspieszyć regenerację i powrót do homeostazy, czyli stanu wewnętrznej równowagi biochemicznej.

Zadacie pytanie: no dobrze ale ile to jest trochę? Słuszne pytanie! Na które najskuteczniej odpowiemy sobie sami, albo raczej odpowie nasze pragnienie. Należy słuchać sygnałów naszego ciała, i nie przeginać w żadną stronę. Im bardziej w las, a my trenujemy ciężej i ciężej, tym wskaźnik pragnienia potrzebuje wsparcia w postaci dodatkowych danych – waga przed i po wysiłku powinna być podobna, ponieważ różnica (zakładając że ważymy się bez mokrego ubrania)  to ilość wody jaką utraciliśmy w wyniku wysiłku.

Stan naszego nawodnienia dobrze obrazuje  wygląd moczu, który powinien mieć jasnożółty kolor, i być klarowny. Zbyt intensywny zapach, a przy okazji często ciemny kolor wskazuję na pewien stan odwodnienia. Wymienię teraz kilka, niestety mało przyjemnych efektów które mogą ułatwią stwierdzenie czy jest się odwodnionym. Ciekawe że zbierając tylko kilka tych objawów do kupy możemy zdiagnozować wiele trudnych i powszechnych chorób cywilizacyjnych. Ciekawy jestem jak często lekarz porusza temat ilości wypijanej wody przez pacjenta…

Objawy odwodnienia organizmu mogą się przejawiać poprzez:

  • Zapadnięte oczy
  • Ból głowy / zawroty głowy
  • Suchość skóry
  • Suchość oczu – przekrwione i suche
  • Poczucie silnego pragnienia
  • Zastałe ciało, stawy, bolesność ciała
  • Silne Zakwasy po niezbyt ciężkim treningu (jak na Ciebie)
  • Długotrwałe infekcje i choroby
  • Zmęczenie i zniechęcenie do wszelkiej aktywności
  • Bulgotanie w brzuchu jak na głód
  • Zaparcia i rzadkie wizyty w toalecie (na siku 6-7 razy na dobę/ kupa to od 3 razy dziennie do 3 na tydzień mieści się w zdrowej normie) – zatem tłumaczenie że nie pije bo sikam jest naprawdę nie na miejscuJ
  • Zwiększenie łaknienia na słodycze – to ciekawe, że kiedy organizm ma zbyt mało wody do wytworzenia z własnych źródeł glukozy, wówczas szepcze nam: zjedz coś najsłodszego…
  • Podwyższone tętno
  • Utrudniona koncentracja i irytacja
  • Nieprzyjemny oddech
  • Kac – ! vegas .

15 objawów leczonych wodą!

16 leczony jest również przez umiar.

Do przywrócenia równowagi w ciele przy mniej lub bardziej kryzysowym odwodnieniu przyczynią się najlepiej specjalnie dedykowane mikstury. Te ogólnodostępne, czyli izotoniki w formie suplementów dość sprawnie i szybko pozwolą naw wyrównać zakłócony bilans elektrolitowy. Mieszanka wody z dodatkiem soli, miodu i np. cytryny również świetnie spełni swoją funkcję ale… tutaj kwestię proporcji trzeba opracować samemu (zaleca się od szczypty do pół łyżeczki soli himalajskiej na szklankę wody).

Jeśli wahacie się który suplement wybrać to polecam prześledzić fora „starych wyjadaczy” napojów izotonicznych czyli między innymi długodystansowych biegaczy.

 

Choć można wypić zbyt dużo wody, to dzieje się to rzadko.

Przewodnienie hipotoniczne łączy się z niebezpiecznym spadkiem ilości sodu we krwi i najczęściej przydarza się maratończykom lub osobom narażonym na duży, długotrwały wysiłek kiedy spożycie wody zaczyna stymulować wypłukiwanie sodu, komórki pęcznieją celem przywrócenia równowagi a ciśnienie krwi niebezpiecznie wzrasta. Najbardziej narażone stają się tu komórki mózgowe gdyż umieszczone w twardej czaszce nie mają się gdzie podziać co w efekcie może spowodować uszkodzenie mózgu, śpiączkę lub śmierć.

Nadużywanie alkoholu, i pice dużych ilości kawy zabiera nam z organizmu duże ilości wody, a alkohol pozostawia po sobie ślad który należy regularnie oczyszczać wodą.

Nasze zapotrzebowanie na wodę zwiększy się również – oprócz czasu treningu, podczas gorączki, diety bogatej w błonnik, upalnej pogody lub gwałtownej utraty płynów jak np. w wypadku grypy żołądkowej (wymioty i biegunka) – ostatnio miałem, wiem, to jest niewątpliwie utrata szybka i obfita…

Starajmy się stosować do picia najbardziej neutralną wodę – wodę źródlaną. Wszelkie inne mineralne wody zostawmy sobie w charakterze uzupełnienia – wody mineralne  mogą niepotrzebnie obciążać organizm przez ich nasycenie składnikami mineralnymi. Jako dodatek prozdrowotny szklanka mineralnej tak, jako regularne źródło wody – nie bardzo.

Ilości wody spożywanej jednorazowo nie powinny być zbyt duże. Lepiej dbać o nawodnienie często a w mniejszych ilościach, mając na uwadze ile za nami wypite i ile powinniśmy aby czuć się dobrze.

Jeśli pijecie napoje inne niż woda, to wszelkie gazowane napoje starajcie się ograniczać. Nawet te bezcukrowe, słodzone słodzikiem potrafią nieźle namieszać w naszym metabolizmie, nie na zdrowie. Co gorsza efekty długotrwałego stosowania substancji słodzących bezcukrowych nadal są owiane tajemnicą. I będą bo to taki rynek że nie ma przebacz. Lepiej raz na jakiś czas napić się szklanki zwykłej słodkiej koli niż codziennie ją popijać utwierdzając się w przekonaniu że to ta niby zdrowsza/mniej tucząca,  bezcukrowa.

Kawa jest super – tak uważam, jestem kawiarzem, kocham. Jednak pita przed treningiem powinna być poparta zwiększonym przyjęciem wody, lub nawet napoju izotonicznego. Po treningu również taką procedurę bym zalecał. Jednak robienie tradycji z kawy przed treningiem to nie najlepszy pomysł, czyli czasem super, ale ciągle to bez sensu. Kawiszcze zakwasza nam organizm, więc dla zniwelowania skutków szklanka wody z sokiem z cytryny byłaby niezłym pomysłem – bo jeśli nie wiecie tego jeszcze, to powiadam że kwaśna cytryna organizm odkwasza.

Znakomitą alternatywą do picia są przeróżne napary ziołowe (mowa tutaj o standardowych ziołach do picia ogólnodostępnych…:). Mam na myśli wszelkie propozycje od herbaty zielonej począwszy poprzez szerokie spektrum rynkowych możliwości. Unikajmy gotowych torebek, to są produkty standaryzowane  które nie wyglądają jak liści ale jak proszek i mają smakować od razu.

Wybierajmy napary do przygotowania, opierające się na widocznych wysuszonych liściach, których miejsce pochodzenia nie mieści się gdzieś w okolicy Czernobyla. Wysuszone rośliny nie mają jaskrawych kolorów zazwyczaj, co bywa dobrym wyznacznikiem zakupu. Pite schłodzone, choć w parze:) z goździkami, imbirem, limonką, delikatnie przyprawione miodem, potrafią być bardzo smaczne i funkcjonalne. Ale o funkcjonalnych napojach kiedy indziej.

Pijmy na zdrowie! 😉

 

Zdjęcie: https://pl.pinterest.com/pin/133348838947352409/