RECEPTA NA ELESTYCZNOŚĆ

ROZCIĄGANIE PO 40 ROKU ŻYCIA

NAWET CI KTÓRZY SPECJALNIE NIE INTERESOWALI SIĘ WCZEŚNIEJ ROZCIĄGANIEM ZAPEWNE SŁYSZELI PRZESTROGI O TYM ABY NIE ROBIĆ ĆWICZEŃ ROZCIĄGAJĄCYCH NA ZIMNO. ABY ĆWICZENIE ROZCIĄGAJĄCE PRZYNIOSŁO NAM KORZYŚCI NALEŻY ROZGRZAĆ I PRZYGOTOWAĆ CIAŁO. WARTO ZADAĆ SOBIE PYTANIE ALE JAK ROZGRZAĆ. WIELE OSÓB ZUPEŁNIE NIE ROBI ROZGRZEWKI, I CO WARTE PODKREŚLENIA NIE ZAWSZE JEST TO KONIECZNE. ALE ZOSTAWMY MŁODZIEŻ Z JEJ ROZWIĄZANIAMI, U NICH CZĘŚCIEJ WSZYSTKO DZIAŁA.

DOCHODZĄC DO SEDNA, MOŻNA POWIEDZIEĆ ŻE ROZGRZEWKA TO RUCH, KTÓRY JEST BEZPIECZNY,  I TRWA ODPOWIEDNIO DŁUGO ABY PODNIEŚĆ GLOBALNĄ TEMPERATURĘ CIAŁA. BEZPIECZNY RUCH TO RUCH SPOKOJNY LUB UMIARKOWANIE SZYBKI W ZAKRESIE W KTÓRYM NIE WYSTĘPUJĄ ŻADNE OGRANICZENIA RUCHOWO BÓLOWE. CZYLI WYKONYWANIE SZEROKICH OBROTÓW RAMIONAMI WÓWCZAS GDY CZUJEMY DYSKOMFORT W BARKU, CZY WRĘCZ KŁÓCIE, JEST ZŁYM POMYSŁEM KTÓRY W NAJLEPSZYM WYPADKU ZOSTAWI NAS W TYM SAMYM STANIE PO TRENINGU, JEŚLI NIE DOPROWADZI DO UTRWALENIA OGRANICZEŃ I DOLEGLIWOŚCI.

WRACAJĄC DO ZWIĘKSZONEJ TEMPERATURY CIAŁA, NALEŻY TEŻ ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA TO ŻE PIERWSZE KROPELKI POTU NIE SĄ SYGNAŁEM ŻE NASZE ŚCIĘGNA STAŁY SIĘ DUŻO BARDZIEJ ELASTYCZNE NIŻ NA POCZĄTKU. ŚCIĘGNA POTRZEBUJĄ DELIKATNEJ STYMULACJI. WTEDY ZACZYNAMY ZWIĘKSZAĆ ZAKRESY RUCHU DAJĄC IM DELIKATNY WYGODNY I CAŁKIEM KRÓTKI BODZIEC – 10-20 SEKUND. ISTOTNE JEST ABY „PRZEJŚĆ SIĘ” PO CAŁYM CIELE, OD DOŁU DO GÓRY LUB ODWROTNIE.

IDĄC W GŁĄB STRATEGI ROZCIĄGANIA, NALEŻY POMYŚLEĆ W JAKIM CELU JE WYKONUJEMY, A MOŻE RACZEJ W JAKIM STANIE JEST TO CO CHCEMY ROCIĄGAĆ. NATURALNYM NASZYM SKOJARZENIEM Z ROCIĄGANIEM SĄ ZAZWYCZAJ DWA STANY KIEDY TO OZNAJMIAMY : „PRZYDAŁO BY MI SIĘ ROZCIĄGANIE..”.

  • PIERWSZY STAN TO ODCZUCIE ZNIERUCHOMIENIA, OGRANICZENIA ZAKRESU RUCHU CIAŁA W RÓŻNYCH OSIACH, ODCZUCIE ODNOSZĄCE SIĘ DO CAŁEGO CIAŁA.
  • DRUGA SYTUACJA TO ODCZUCIE NAPIĘCIA AŻ DO BÓLU W KONKRETNYCH PUNKTACH NASZEGO CIAŁA – DÓŁ PLECÓW, PRZÓD BARKÓW, NADGARSTKI, SZYJA/KARK, PLECY.

CZĘSTO MAJĄ MIEJSCE OBA Z POWYŻSZYCH SYGNAŁÓW.

IDĄC TROPEM KLASYCZNYM „SĘK W TYM” ŻE ZAZWYCZAJ JEŚLI JUŻ PODEJMIEMY DZIAŁANIA I ROZCIĄGAMY SIĘ, TO ROBIMY TO ALBO ZBYT INWAZYJNIE, SZYBKO I OSTRO, ALBO KONCETRUJEMY SIĘ NA TYCH NIEWYGODNYCH PUNKTACH KTÓRE ODCZUWAMY NAJBARDZIEJ.

A FAKTY WYGLĄDAJĄ TAK ŻE ODDZIELANIE PUNKTÓW OD CAŁOŚCI JEDYNIE UTRWALA OGRANICZENIA. JEDYNIE HOLISTYCZNE PODEJSCIE DO CIAŁA POZOSTAWIA NA TYLE TRWAŁY REZULTAT ABY POPRAWIĆ DOBROSTAN NA DŁUŻEJ I BYĆ NA DRODZE DO ZLIWKWIDOWANIA DOLEGLIWOŚCI.

NAJWDZIĘCZNIEJSZYM SPRZYMIERZEŃCEM I NARZĘDZIEM DO NIWELOWANIA NEGATYWYCH SKUTKÓW PRZECIĄŻEŃ I PRZYKURCZÓW MIĘŚNIOWYCH JEST : GRAWITACJA!:)

TO GRAWITACJA POKAZUJE JAK JESTESMY WYPROSTOWANI LUB KRZYWI, JAK ROZKŁADAMY OBCIĄŻENIE NA STOPY, JAK PORUSZAMY SIĘ KOMPENSUJĄC OGRANICZENIA I DOLEGLIWOŚCI. MAŁO TEGO – WIELE WZORCÓW RUCHOWYCH JEST W STANIE WSKAZAĆ CECHY CHARAKTERU BEZ PRZEPROWADZANIA ROZMOWY Z DANĄ OSOBĄ. NAJTRWALSZE DRZEWA TO TE ELASTYCZNE. TWARDE W KOŃCU PĘKNĄ. ELSTYCZNOŚĆ TO NIE ROBIENIE SZPAGATU CZY DOSIĘGANIE JEDNĄ CZĘŚCIĄ CIAŁA DO DRUGIEJ (HEHE😊). ELASTYCZNOŚĆ TO UMIEJĘTNOŚĆ UŻYCIA SWOJEGO CIAŁA W SPOSÓB PŁYNNY I HARMONIJNY, ZAKRESY RUCHÓW SĄ NARZĘDZIEM NIE WYTYCZNĄ.

CZUJMY SIĘ SILNI, ODPRĘŻENI I GOTOWI NA WYZWANIA JAKIE SOBIE SAMI POSTAWIMY I JAKIM PRZYJDZIE NAM SPROSTAĆ.

TRENING INDYWIDUALNY

Najmłodsza osoba z którą trenowałem miała lat 12, najstarsza 73.
Od tej informacji zaczynam ponieważ jest to dla mnie ogromne wyróżnienie. Trzeba zaufać trenerowi i czuć się dobrze na treningu żeby trenować rozważnie, mądrze i ciekawie. Dziękuję za to zaufanie.
Kiedy po pierwszy raz spotykam osobę na treningu, oceniam jej temperament i predyspozycje.
Bardzo często zniechęcenie do wysiłku wynika z niedopasowania treningu do tych parametrów.
Wówczas trening nie jest przeznaczony dla nas, zarówno pod względem mechanicznym – złe kąty w ruchu, nieodpowiedni zakres; jak i taktycznym – charakterystyka treningu niezgodna z fazą planu treningowego; oraz „predyspozycyjnym” – zbyt ciężkie, trudne, złożone, lub zbyt łatwe.
Mechanicznie nie powinniśmy stosować ćwiczeń zbyt mocno obciążających stawy, czy zmuszając je do ruchu powodującego ból.
Nie powinno się skakać, kiedy brzuch już dawno przewiesił się przez linię pasa🙂
Taktycznie podchodząc musimy zidentyfikować priorytety, zamiast cisnąć od razu w kierunku efektu. Czyli planujemy etapy, i określamy ich granice, osiągając pewna podstawową bazę funkcjonowania ciała.
Warto zaplanować (wcześniej znajdując i dopasowując) ćwiczenia które będą odciążać i kompensować motoryczne ograniczenia, oraz komponować z tych ruchów specjalistyczną rozgrzewkę czy cooldown z rozciaganiem.
Wszyscy moi podopieczni osiągali rezultaty, i zmieniali swoje ciało i jego motorykę na lepsze. Ci regularni mieli zazwyczaj łatwiej. Wiele osób wracało do mnie po przerwie z głową pełną naszych dawnych ustaleń i okazywało się, że teraz łatwiej odbudować formę.
Holistyczne podejście w treningu to oczywiście dobre paliwo, czyli dieta, oraz oczyszczanie organizmu – czyli krótkie głodówki, oraz kompilacje małych posiłków na bazie silnych antyoksydantów, produktów spożywczych działających zasadowo i superfoods oraz produktów uzupełniających – profilowanych pod katem danej osoby.
Jeśli chcesz umówić się na konsultacje lub treningi, napisz do mnie na:

Jeśli chcesz umówić się na trening, napisz na tluszczwnormie@gmail.com
Nie umawiam się na pojedyncze treningi, możliwe są tylko pakiety 10 spotkań do wykorzystania w ciągu 2 miesięcy.

Posłuchaj zanim postanowisz – czyli wrażliwa obserwacja

Z biegiem lat, kiedy człowiek osiąga większą dojrzałość, i lepszą świadomość własnych potrzeb i ograniczeń zmieniają się nam priorytety. W wieku dwudziestu kilku lat nie zaprzątamy sobie głowy problemami które nas jeszcze nie dotyczą. Jest to absolutnie zrozumiałe i ciężko od młodego człowieka wymagać pewnego pragmatyzmu w podejściu do treningu, uwzględniającego tego że ciało się może zużyć się szybciej niż będziemy go używać. Abstrakcyjne targety wyznaczane przez popkulturowe wzorce mieszają niestety również dojrzałym ludziom w głowach. Zamiast przeprowadzić identyfikację ograniczeń w ciele i w głowie, ludzie stawiają sobie za cel tylko schudnięcie. Cała reszta jest marudzeniem, kwękaniem, pękaniem, pieszczeniem się ze sobą.

Otóż jestem zdania, a moje obserwacje i doświadczenie wydają się to potwierdzać – że nie ma osoby bliższej nam samym niż…my sami.

Logika działa nieubłaganie, tak jak fakt że treningi personalne to nie tylko ekskluzywny osobisty łomot i ćwiczenia dopasowane do potrzeb – np. dużo ćwiczeń na pośladki żeby ujędrnić tyłek, czy więcej sztangi na ławce bo klata do poprawy, itp.

Personalność to osobistość relacji. Z jednej strony budowanie relacji opartej na wzajemnym szacunku, a przy tym identyfikacja pojedynczych potrzeb dnia w konfrontacji do planu długoterminowego, z drugiej nadawanie spotkaniom (bo to są przede wszystkim spotkania) bodźców wykraczających poza urozmaicanie treningu nowym zestawem ćwiczeń. Trening personalny to element który jest narzędziem do efektywnego przywracania równowagi, regulacji, oraz stymulacji zmian które znajdują się na ścieżce treningowej jaką zdecydowaliśmy się podążać.

Piszę „my” ponieważ to wspólna decyzja trenera i ćwiczącego, a właściwie jest to propozycja trenera okraszona wyjaśnieniem i świadoma decyzja ćwiczącego. Często osoby decydujące się na trenera, weryfikują jego poczynania w sposób ciągły lub też wpływają na dobór ćwiczeń i podejścia w taki sposób aby był on wygodny a nie niósł pozytywne zmiany. Oczywiście to kwestia wyboru na jakie relacje godzimy się na treningach, ale taka relacja nie niesie ze sobą ani dobrej energii ani też nie przynosi efektów.

Odnosząc się do początku tego tekstu, chciałbym zwrócić waszą uwagę na specyficzny sposób weryfikacji krótkookresowych celów treningowych. Co więcej, uważam go za kluczowy i wyjściowy, etap aby można było iść na przód, a może przede wszystkim ruszyć

Człowieka możemy podzielić na ciało i „głowę” rozumianą jako umysł oraz jego stan emocjonalny. Punkty wyjścia problemów wynikają albo z ciała albo z głowy. Echa tych problemów oczywiście krążą po tym układzie dwóch zmiennych, ale początek zazwyczaj jest w jednym z nich.

Kwestia dotarcia do niego to element pracy trenera personalnego i ocena jego efektywności w jednym. Chcąc maksymalnie uprościć taką diagnozę, można podzielić ciało i umysł na dwa rodzaje zakłóceń. Niech to będą dwa bieguny z których każdy nie powinien znajdować się zbyt blisko środka. Jak tyczka linoskoczka.

Problemy ciała można sprowadzić do:

A – NIEDROŻNOŚĆ

B – PRZECIĄŻENIE

Natomiast problemy mentalne podzielimy  na:

I – NADAKTYWNOŚĆ

II – BRAK INTEGRACJI

Zbyt długie trwanie przy granicy z jednym z tych krańców daje trwałe zaburzenie równowagi w człowieku i przynosi szereg kolejnych dolegliwości wzajemnie niestety się nakręcających – jak pijany zespół metalowy (hehe).  Czyli trzeba zacząć od tego – kto przyniósł alkohol…? Wybaczcie to frywolne porównanie, ale szukamy zapalnika reakcji łańcuchowej – czyli rozbrajamy bombę.

 

Nadaktywna głowa, będzie szkodzić ciału jeśli nie dostanie ważniejszego zadania, na którym będzie się musiała skupić całkowicie. Ciało będzie używane w mało ergonomiczny sposób, nieharmonijny i chaotyczny, szarpany, zupełnie jak oddech.

Zamęczanie ciała dodatkowymi powtórzeniami lub ciężarem, mija się z celem w tym wypadku. Nie dość że umysł nie odpoczywa, to jeszcze wykańczamy ciało. Oczywiście w krótkiej perspektywie około treningowej to może pozornie „robić robotę”, hormony wystrzelą, ale później z dwóch stron nadejdzie rachunek.

Na ratunek przyjdą tu ćwiczenia koordynacyjne, wymagające równowagi i ciągłej uwagi (monitorowania) sytuacji ciała.

Brak integracji, w pierwszej chwili o dziwo może być podobny w obserwacji do „nadaktywnej głowy”. Ale tutaj mówimy raczej o głębokim zamyśleniu, bujaniu w obłokach w oderwaniu od ciała. W tym wypadku z kolei ćwiczenia na równowagę będą jak „kulą w płot”. Będzie to zadanie zbyt abstrakcyjne i trudne. W tym wypadku większa ilość powtórzeń i zwiększanie ciężaru w miarę stabilnym środowisku ściągną myśli do odświeżenia szlaków między głową a ciałem, nadadzą wigor i chęć uczestniczenia w funkcjonowaniu ciała na bieżąco. Mamy pacjenta z powrotem!:)

Niedrożność ciała, to znieruchomienia, unieruchomienia trwałe wynikające z traum fizycznych (kontuzji, operacji, urazów), to brak łączności pomiędzy lewą i prawą stroną oraz górą i dołem ciała. Często sytuacje takie nie są do naprawienia, są do poprawy a ich skutki do regularnego niwelowania. Stwarzanie okoliczności dla ciała aby odzyskać nić połączenia, niwelując punktowe napięcia powinno w dużej mierze wykorzystywać grawitację oraz pozycje rozciągająco-rozluźniające nie tworzące silnego dyskomfortu. Rolowanie ciała do spółki z rozciąganiem, odtwarzanie wzorców ruchowych poprzez ćwiczenia funkcjonalne, taka recepta szybko odniesie swój pozytywny skutek. Pamiętajmy jednak żeby z wyjątkową delikatnością obchodzić się z rozciąganiem, aby łączyło się z obszernym wygodnym oddechem. Niedrożność jest osłabieniem, a przy osłabieniu łatwo przeciążyć.

Przciążenie daje w efekcie brak drożności, ale najważniejszym elementem w tym wypadku będzie efektywne rozluźnienie. Mimo iż przeciążenie często dotyczy konkretnej okolicy należy iść od góry do dołu, aby efektywnie wpłynąć na poprawę danej partii ciała. Duży nacisk na ćwiczenia oddechowe usprawni regenerację, a odpowiednia modyfikacja planu treningowego będzie stymulować poprawę i rozwój.

Każdy z tych elementów jest najważniejszy jeśli ma miejsce. To jest pierwszy punkt od jakiego należy zacząć pracę z człowiekiem jeśli chcemy mu pomóc. Jeśli nie ma problemu, to super, ciśniemy targety, bez falstartów.

Im człowiek bardziej doświadczony życiowo tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia powyższych objawów. Istotne jest abyśmy nie lecieli z programem kiedy nie mamy jasności w rozpoznaniu sytuacji. Dajmy sobie czas na podjęcie decyzji, taka obserwacja może przynieść fantastyczne rezultaty

Przecież w końcu „lepiej reanimować niż ćwiczyć trupa”,  -https://tluszczwnormie.wordpress.com/2018/04/15/lepiej-cialo-reanimowac-niz-cwiczyc-trupa/

 

 

 

„Lepiej ciało reanimować niż ćwiczyć trupa”

Ma to sens, kiedy spojrzymy na początek drogi, treningu, dnia. Kiedy przychodzi do mnie na trening człowiek i widzę że jego głowa jest gdzie indziej, ciało w różnych miejscach jest niedrożne, przykurczone, obolałe, to jaki sens ma pakowanie takiego kogoś od razu w ciężki trening, czy w ogóle w trening. Należy najpierw wyzerować ciało na ile to możliwe, umysł – poszerzyć oddech, uelastycznić arterie znieruchomiałe i rozruszać łagodnie bolesne miejsca i okolice (jeśli ból nie wziął się z kontuzji). Tak przygotowane ciało dopiero wówczas zareaguje pozytywnie na trening.

Mówi się, i to słuszne, że trzeba cisnąć.

Mało się mówi o tym że to pojecie może i ma bardzo szerokie odniesienie. „Trzeba się cisnąć żeby ćwiczyć lżej przez pewien czas” – to moje; „trzeba się cisnąć żeby nie zaczynać treningu z bólem, połamany”, to dla każdego; „trzeba się cisnąć żeby uwzględnić czas, żeby on nas zbyt mocno nie uwzględnił”. Bądź mądry, opieraj się na faktycznych danych, nie na własnych „ pobożnych życzeniach”. Nie traktujmy haseł reklamowych jako naszych własnych recept na podejście do treningu.

Realizm i samoświadomość niech nadają ton naszemu szczęściu i efektom treningowym. 

Kolorowe jarmarki zostawmy malowanym kuglarzom.

Do trzech i już jesteśmy w lepszym miejscu:

1 -> jak jest?

Stan obecny-bez oszukiwania się-mentalnie, fizycznie, faktycznie, ocena mocnych i słabych punktów obecnej dyspozycji oraz ich stosunek. Jeśli cos mi dokucza to nie omijam tego i „cisnę”* mocne strony-zły pomysł!

2 -> co będzie?

Skoro powyższe zrobiłem/łam rzetelnie, wówczas nie powinno być mi szkoda poświęcić więcej czasu na automasaż rolką z pianki, bo nie poćwiczę tyłka, czy bicka.

Przywracamy równowagę, i windujemy naszą energię, a nie spalamy jej w piecu targetów.

 

3 -> warto było?

Zweryfikujmy nasze podejście do powyższych po 2 – 3 dniach – aby efekt entuzjazmu treningowego nie zaburzył oceny faktycznych długoterminowych priorytetów.

To dobry moment aby jaśniej widzieć ponownie punkt pierwszy.

To dobry moment aby lepiej zrozumieć siebie-nasze ciało i umysł w połączeniu.

To nie jakieś ezoteryczne pierdoły – to są fakty drodzy państwo, a fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem…

image1.jpeg

„OFIARY FITNESOWEGO FASZYZMU”

MODA

(od łacińskiego modus – sposób/metoda/miara/rozmiar/ograniczenie/tryb)

 

Modę na silne i muskularne ciało wykreowali popularni trenerzy osobiści – tak przeczytałem w newsweeku w artykule „Obsesja na siłce” osobiście. Jest kilku trenerów którym nie brakuje charyzmy i wiedzy, większość jednak tylko wygląda dobrze, albo aż, nikomu nie umniejszając. Nie znam natomiast żadnego opiniotwórcy w tym temacie, którego opinie łykały by media, pokazywali by go lub ją w telewizji i było by go stać na propagowanie swoich pomysłów, podejścia itd. To nie tak. Oczywiście że są, istnieją, ładne klaty, ładne pupy, dupska, łapy, bicki i sztuczne piersi, które łapią lajki, falołersów, i co gorsza kreują trendy – trąd brzmi podobnie co w tym przypadku mnie nie dziwi. Ale to nie te buziaczki stoją za tym wszystkim, to nie tak że ustalili strategię, zainwestowali, dobijali się do programów. A guzik tam.

Jak zwykle decyzje zostały podjęte przez grubych misiów których nikt nie będzie widział, no bo po co, są nieładni, tylko zarabiają na naszych słabościach. Tylko. Gruby miś lubi stawiać cele wysoko, ponad sufit, tak żebyś skakał i nie doskakiwał, zderzał się ze ścianą, sufitem.

Wyśrubowane, wykręcone poziomy standardów człowieka sprawnego, bijące po gałach wszędzie, i co krok, co scroll, zdają się zadawać karcące pytanie dlaczego jeszcze ci nie wyszło?, dlaczego tego nie masz?, musisz coś zmienić, weź się w garść bo przecież w garści na pewno nie jesteś skoro nie dosięgasz standardów…A może właśnie w garści jesteś, jesteśmy trzymani? Dużo elementów przykleiło się do treningu, stało się jego immanentną częścią, nie ma treningu bez nich. Prawda? Bidon z odżywką, pigsy przed, pigsy po, środki w trakcie, rękawiczki, koszuleczki, spodenki, buiciki (tak, takie najładniejsze), ręcznik tu, na to pod tamto, pomiar tętna, zegarek, stoper. To są wszystko fajne rzeczy, ale dobrze pozwolić sobie na ich całkowite odpuszczenie kilka razy w jakimś czasie.

 

TO ROŚNIE

                Skala się rozszerza, ludzie poznają różne podejścia, klubów fit na dobrym poziomie jest coraz więcej. Rynek nam bulgocze, mieszają duzi gracze, mniejsze kluby wygrywają znajomością klienta, zżyciem się ich członków, znaną i lubianą jakością (co nie zawsze będzie przekładało się na ogólnie pojęty wysoki poziom). Wybór w którym można się zatracić – jakby wcześniej nie było drogerii i raptem są wszędzie i w każdej można kupić inne mydło – co nie zmienia faktu że kupujemy je po to żeby mieć czym się umyć, żebyśmy byli czyści. Można w kilku drogeriach kupić kilka mydełek i kąpać sie dziennie po kilka razy, i cieszyć się innym zapachem, efektem, iiii… suchą skórą – a jak sucha, to następna kąpiel z mydłem nawilżającym…No i tak samo to wygląda z ćwiczeniem. Kilka razy dziennie na siłownię, super, forma życia, życia którego nie ma poza tym małym wycinkiem rzeczywistości i ludzkiej natury.

 

JESTEM ZAJEBISTY – NIE, JESTEM CIEKAWY

                Samoocena kiedy jest niska lub słaba, wymaga częstego potwierdzenia, pochlebstw, lajków. Kiedy intelekt i ludzka ciekawość nie są pobudzane, wówczas zamykamy się w bardzo ograniczonej rzeczywistości która nas intelektualnie izoluje, cofa niestety. Im mniej dbamy o wszechstronny rozwój tym bardziej się wahamy pomiędzy dobrym nastrojem i samooceną, a poczuciem gorszości i bylejakości. Wkręcamy się za mocno w temat, za mocno bo za długo, bo wkręcać się jest fajnie, byle się nie przekręcić w jedną stronę. Nie dajemy sobie czasu na bycie ze sobą, na posłuchanie swoich potrzeb, lecimy trzymani w garści na spotkanie ze znanym, lubianym, coraz bardziej sporadycznie zmuszamy się, motywujemy się, do zgłębiania i nauki, do wysiłku w całkiem odwrotną stronę.

                Dla mnie wysiłkiem było, i jeszcze nadal jest, nie ćwiczyć. Przecież po 3 dniach bez treningu to w ogóle wszystko schodzi z mięśni, wywala bęben, no kaplica…Uzależnienie od treningu jest takim samym uzależnieniem jak każde inne. Koszty różnych nałogów inaczej rozkładają się w czasie po prostu.

Regularnie wytwarzamy hormony szczęścia poprzez wysiłek fizyczny, regularnie dostajemy nagrodę, której nie ma bez treningu. Przynajmniej od razu po przerwaniu treningów. Czy to oznacza że bez treningu człowiek nie może być szczęśliwy, nawet jeśli lubi trenować ?( nie kocha, nie nadużywajmy tego słowa, bo jest go za mało..).

Czy człowiek nie ignorujący świata zewnętrznego może być szczęśliwy mimo większego niż obecnie przyjęty poziomu tłuszczu na brzuchu, tyłku, udzie itd.? Może, powinien i jest sobie winien to by znaleźć sposób jak to osiągnąć, ale to wymaga innego wysiłku, wglądu, poszukiwań i popełniania błędów celem odnajdywania zakamarków czasoprzestrzeni  które są nam najbliższe, wyjątkowe, dla nas drogie i unikalne.

Tak przybliżamy się do swojego bycia w pełni, ze zgodą na stan obecny, ze świadomością stanu, ale bez gonitwy krytycyzmu z wymogami „menshelt”, tylko z ciągle rozwijającą się ciekawością kontynuacji naszych poszukiwań.

 

GRUBE MISIE NIE ŁYKAJĄ

                Te grube misie co kleją odżywki, kapsułki, oni tego nie łykają, a jeżeli już to bardzo sporadycznie. Ciekawe dlaczego tak się dzieje…Pamiętajmy że odżywki, suplementy to nie cudowne cegiełki w naszym murze zdrowia, tylko niewiele znaczące dodatki, które chwilowo poprawiają efekty treningów, ale nie stają się nieodzownym elementem, bez którego wszystko się sypie, siła spada itd.

 

MIEJMY JAJCA PANIE I PANOWIE

                Miejmy jajca żeby podejść do treningu na sucho, bez niczego, i nie koniecznie z bólem, miejmy odwagę powiedzieć wystarczy mi że czuję się dobrze, nie muszę mieć megaprzyrostów z superciężkimi treningami. Dziś porównując to do standardów, można by powiedzieć że to podejście dla dziadków, rehabilitacyjne, pierdołowate i dla cipek. Pokażcie mi jakiegokolwiek sportowca – mówię o ludziach zawodowo uprawiających sport wyczynowy, który powiedział że dzięki sportowi jest dużo zdrowszy od jego znajomych niećwiczących w ogóle ( co swoją drogą rzadko się zdarza bo ciągły trening izoluje nas społecznie od ludzi innych niż my niż ci co ćwiczą). Ci ludzie – sportowcy, są skazani na jedną drogę pomimo ciężkich konsekwencji takiego obrotu spraw. Nie udawaj zawodowca, bo poniesiesz jego konsekwencje, bez jego rezultatów. Bądźmy mądrzy, znajmy umiar. Dojrzewajmy, nie gnijmy.  Sobie i Wam tego życzę i uczę się dalej.

Gdzie ćwiczyć i w czym?(?!?) – dla początkujących i zdezorientowanych :)

Wybór miejsca ćwiczeń to z pozoru prosta sprawa, ostatnimi czasu klubów fit/crossfitów namnożyło się na potęgę. Gdzieś juz bardziej wycofane są kluby osiedlowe które często pamiętają czasy zanim trening stał się częścią modnego lajfstajlu. W nowym miejscu pachnie świeżością, sprzęt jest dobrej klasy, obsługa coraz lepiej wykwalifikowana i kompleksowa. Jeśli karnet jest niedrogi, należy liczyć się z tłokiem i „bandą” nagrzanych na pompę „prosów” i wyjadaczy. To nie są warunki łatwe dla początkujących, ale to również kwestia charakteru, zawziętości i determinacji. Tłok jest tez w szatni oczywiście.

Możemy znaleźć też klub z bardziej ekskluzywnym podejściem, wystrojem i lokalizacją. To nam daje poczucie luksusu, miejsce gdzie się odprężymy i pomedytujemy ćwicząc, w dogodnej lokalizacji, nie będąc przebodźcowani masą stłoczonych ćwiczących.

Pozostają jeszcze kluby z tradycjami niestety nieco pożerane przez modę i sieciowe fitnesy. Często warunki tam są ” w miarę” za to atmosfera i klimat do treningu mogą okazać sie nie do przebicia.

Najlepiej posprawdzać rożne opcje żeby znaleźć coś w sam raz dla siebie. Możemy mieć spory wybór wokoło dogodnego miejsca, dlatego warto chwile poświęcić na podsumowanie: co jest dla mnie ważne? I czego na pewno nie chce?

Na koniec jeszcze trzeba wspomnieć o extrasach/dodatkach, choć w dzisiejszych czasach to już bardziej powinna być reguła. Mianowicie chodzi o sauny/masaże, miejsce na odpoczynek i relaks po treningu i pracy. Kiedy pomęczymy ciało trzeba się również zregenerować i podarować mu odprężenie i…

no właśnie, jedzenie po treningu tez by sie przydało:)

Higiena psychiczna na treningu

Chodzi mi tu o koncentrację na treningu. Przecież nie chodzi nam o to żeby tak strasznie myśleć o ćwiczonych mięśniach, czy ćwiczeniu, żebyśmy aż zeza robili przez zmarszczone czoło od skupienia.

Wystarczy że przestaniemy myśleć o tym co ostatnio zaprząta nam głowę, nie będziemy szukać odniesień do tego w telefonie, w internecie, czy od napotkanego znajomego na siłowni. Że pozwolimy sobie na pustkę w głowie. że zrobimy miejsce dla pustki w głowie i nie będziemy czuli się z tego powodu źle, a zamiast tego mentalnie podryfujemy z uśmiechem.

 

Ja wiem, czasem się nie da. W cięższych sytuacjach najbardziej terapeutycznie działa wygadanie się. A co będzie lepszym odbezpieczeniem potoku myśli niż treningowe podniesienie ciśnienia, targniecie ciężaru własnego lub żelaznego. Kiedy jednak szczerze  zastanowimy się i podsumujemy, to fakt jest taki: kiedy zostawimy na moment pewne rzeczy bez uporczywego szukania rozwiązań, i pozwolimy sobie na reset, wówczas wracamy na plac gry z nowym, świeższym spojrzeniem.

 

Przeszkadzajki często same się przyklejają, zabierają uwagę. Są przypadki które opierają swoją wymianę tlenową na potoku słów, wniosków, pomysłów, co jeszcze gorsze (choć intencje, jak to z nimi bywa, szczere…) sugestii w celu poprawy naszej sytuacji. Kto chwile potrenował ten wie jak wrócić do koncentracji. Niedoświadczony może zostać łatwo wybity z rytmu, chociażby przez osobę która emanuje sobą naokoło i tworzy spektakl który ma być oglądany, robi coś lepiej (wg nas), szybciej,  więcej, lepiej wygląda, i w ogóle co ja tutaj robię, przecież się nie nadaje…:) Odnośmy to co robi dana osoba do tej osoby, a porównania odnajdujmy w sobie.

 

Tak samo jak wewnętrzny spokój, i ciszę.

zen.jpg

źródło: pinterest/worldphoto.org